Inny kolor uniformów w pracy- dyskryminacja czy usprawnienie komunikacji?

Inny kolor uniformów w pracy- dyskryminacja czy usprawnienie komunikacji?

W moim pierwszym wpisie chciałbym pochylić się nad artykułem, który mocno przykuł moją uwagę:

https://finanse.wp.pl/ukraincy-w-uniformach-innego-koloru-pomysl-przedsiebiorcy-wywolal-burze-6207038606349953a

Stanę w poprzek tezom tego artykułu, ponieważ ja wcale nie mam zamiaru pastwić się nad pracodawcą, który stara się usprawnić pracę swojego zakładu. Aby jasno wskazać swój tok myslenia posłużę się przykładami z życia wziętymi.

Rozumiem, że w szpitalu pielęgniarki noszące błękitne uniformy też powinny walczyć z nietolerancją i piętnowaniem? Bo niby dlaczego one muszą chodzić na niebiesko, skoro lekarze mają śnieżnobiałe fartuchy? Czy to nie jest czasem stygmatyzacja stanowiska pracy?

Czy na budowie robotnicy w żółtych kaskach nie powinni czuć się dyskryminowani bo „majster” ma biały kask, a oni nie? Czy ten żółty kask nie oznacza, że oni wiedzą mniej, umieją mniej i zarabiają mniej? Czy to nie naraża ich na szykany?

Czy w końcu handlowcy w firmie nie powinni strajkować bo mają służbowe auta z segmentu B a ich szef ma samochód premium? Czy nie stygmatyzujemy ich niższej pozycji w firmie, być może mniejszych kwalifikacji lub wykształcenia?

Wszystkie te pytania powinniśmy uznać za retoryczne i nie „zawieszać” na nich myśli dłużej niż na kilka sekund, a jednak ktoś poświecił swój czas na przygotowanie donosu na pracodawcę. Ktoś złapał tą zajawkę, stworzył artykuł i rozpętała się niepotrzebna dyskusja.

W wielu firmach rozróżnia się pracowników po kolorach uniformów, po rodzaju stroju jaki nosi. W swojej karierze zawodowej w branży agencji pracy czasowej obsługiwałem setki klientów i jest to normalna praktyka, że na przykład: nowi pracownicy dostają stroje czerwone, a pracownicy doświadczeni niebieskie,  mechanicy mają zielone a laboratorium pracuje w białych fartuchach. Dzięki temu w wielkim zakładzie produkcyjnym od razu wiadomo, że pracownik w jednym kombinezonie, może pomóc naprawić mi maszynę, która właśnie przestała działać. Dzięki takiemu rozróżnieniu łatwiej jest stwierdzić, że pracownik w czasie pracy przebywa na swoim stanowisku pracy a nie spaceruje po zakładzie. I w końcu dzięki temu w czasie ewakuacji np. w sytuacji pożaru przełożony jest w stanie wzrokowo wychwycić swoich ludzi i zadbać by bezpiecznie opuścili zakład właściwym wyjściem ewakuacyjnym.

Niejednokrotnie spotykałem się z zasadą, że pracownicy etatowi klienta wykonywali swoje obowiązki w kombinezonach jednego koloru, a wszyscy pracownicy agencji pracy innego. I nie dlatego, żeby ich napiętnować, ale właśnie dlatego, żeby brygadzista od razu wiedział, że ma do czynienia z pracownikiem nowym, któremu trzeba poświęcić więcej uwagi, dokładniej wydawać polecenia, ponieważ nie jest to pracownik rutynowany, który zna firmowy slang i któremu wystarczy rzucić 3 słowa, a on już dobrze będzie wiedział co ma robić.

Mój mały osobisty apel. Nie twórzmy problemów na siłę.

Jeżeli już chcemy walczyć z dyskryminacją to piętnujmy pracodawców którzy swoich pracowników wyposażają w najwyższej klasy sprzęt i odzież, a Ukraińcom każą pracować w najtańszych nieatestowanych ubraniach… Walczmy z firmami, które zatrudniają pracowników bez umowy, lub stosują umowy o dzieło tam, gdzie ich nie powinno się stosować. To jest dyskryminacja! Nie kolor żółty, zielony, fioletowy, czy różowy! Ale właśnie tego typu patologia.


Comments are closed.